Pieniny

Pieniny - gdzie w góry z małymi dziećmi?


Kocham przyrodę, kocham góry i ruch - kocham podróże. Od kiedy jestem mamą, co roku zastanawiam się więc, gdzie mogę ruszyć w góry z małymi dziećmi - ale tak, by wszystkim się podobało. W tym roku zdecydowaliśmy, że jedziemy w Pieniny. Zatrzymaliśmy się w Czorsztynie. Byliśmy tam z mężem jeszcze przed narodzinami naszych córek i bardzo nam się spodobało. Postanowiliśmy więc wrócić i odkrywać ten region na nowo razem z dwuipółletnią Klarą i pięcioipółletnią Eweliną. Nasza młodsza córka szybko zrezygnowała z jazdy w wózku i jest typem małego wędrowca, więc na szlakach wspomagaliśmy się jedynie nosidłem typu mei-tai (jest to połączenie nosidła ergonomicznego i chusty). Okazało się, że Pieniny to idealne góry dla naszej rodziny, ponieważ można tu zwiedzić i zobaczyć wiele miejsc, które zainteresują i dzieci, i rodziców. A co ciekawego można zwiedzić z małym dzieckiem w Pieninach?


Wycieczka do Niedzicy


Pierwszego dnia wybraliśmy się do Niedzicy. Zdecydowaliśmy się na spływ gondolą – to jedna z obowiązkowych turystycznych atrakcji w Pieninach. Okazało się, że plaża i wyspa w Czorsztynie wyglądają już zupełnie inaczej, niż je zapamiętaliśmy... Ale na szczęście łodzie nadal odpływały spod ruin zamku w Czorsztynie. Wycieczka udana, choć starsza córka chwilami trochę bała się płynąć.

Nadszedł czas, by ruszyć na górski szlak. Tym razem padło na Trzy Korony.

 

Sromowce Niżne – Przełęcz Szopka – Trzy Korony – Przełęcz Szopka – Czorsztyn


Jak to u nas bywa, pierwszą wycieczkę zaplanowaliśmy ze startem i metą w różnych miejscach. Auto zostało więc na parkingu pod kwaterą, a my ruszyliśmy na wyprawę busem, który podwiózł nas do Sromowiec Niżnych. Stamtąd ruszyliśmy po pieczątki do schroniska Trzy Korony (więcej o zbieraniu pieczątek możecie przeczytać TU). Maszerowaliśmy spokojną ścieżką, pnąc się powoli w górę. Wędrówka żółtym szlakiem była bardzo przyjemna, po drobnych kamyczkach i bez większych trudności. Zrobiliśmy postój na polanie zwanej Szopką. Był więc czas na chwilę odpoczynku, herbatę i małe „conieco”. Potem maszerowaliśmy już bez dłuższych przystanków na sam szczyt. O dziwo, tym razem nie było długich kolejek do platformy widokowej – a zdarzają się dość często, zwłaszcza w sezonie. W budce z opłatami kupiliśmy także pamiątkowe medale dla dziewczyn.

 

Punkt widokowy Trzy Korony

Schodki prowadzące do punktu widokowego nie sprawiły większego problemu ani przy wchodzeniu, ani przy schodzeniu – nasza dzielna dwuipółlatka świetnie sobie z nimi poradziła. W drodze powrotnej, przy wspomnianej wcześniej Szopce, przy której mieliśmy przystanek na herbatę, skręciliśmy na niebieski szlak prowadzący do Czorsztyna, do którego mieliśmy prawiem 9 kilometrów. Trasa wiedzie przez las, a w końcowym odcinku szliśmy przez otwartą łąkę z widokiem na Jezioro Czorsztyńskie. Klara 1/ 3 tej trasy przeszła na własnych nóżkach, po czym zasnęła w nosidle. Ewelina trasy do pensjonatu nie przeszła... Ona ją przebiegła! Z wielką radością i zapałem do kolejnych wycieczek.

 

Zwiedzanie zamków w Niedzicy i w Czorsztynie


Zamek w Niedzicy

Zamek w Niedzicy zdecydowaliśmy się zwiedzać w towarzystwie przewodnika. Dziewczynkom bardzo się podobało i z zainteresowaniem słuchały ciekawych opowieści. Jeśli ktoś z was ma obawy, że dzieci są za małe na tego typu rozwiązanie i boicie się zabierać je do Muzeum i tego typu miejsc, mam jedną radę – spróbujcie.  Możecie być bardzo pozytywnie zaskoczeni. Przy wejściu, spytajcie się po prostu, czy w razie czego można się odłączyć od grupy i zwiedzić dane miejsce indywidualnie – przeważnie istnieje taka możliwość.  Oprócz zamku po tej stronie możemy zwiedzić także wozownię (w cenie jednego biletu).

Zamek w Czorsztynie

Po zwiedzaniu zamku przepłynęliśmy na druga stronę Zalewu Czorsztyńskiego – tym razem statkiem. Przy okazji dowiedzieliśmy, w jaki sposób powstał ten zbiornik wodny i gdzie zostały przeniesione domy z wioski, która była tam przed zalaniem (więcej o Skansenie Osada Czorsztyn możecie poczytać TU). Ruiny zamku czorsztyńskiego zwiedzaliśmy już samodzielnie – nie ma możliwości skorzystania z pomocy przewodnika. Bilety można zakupić w kasach znajdujących się przy parkingu w Czorsztynie (500 m od zamku) – bilety uprawniają do 1,5h bezpłatnego korzystania z parkingu. Można tam także zakupić bilety na rejs po Zalewie Czorsztyńskim.

Po dniu zwiedzania, nadszedł czas na kolejną górską wędrówkę.


 


Krościenko nad Dunajcem - Sokolica – Krościenko nad Dunajcem


Tym razem naszą wycieczkę zaczęliśmy z parkingu na drodze Św. Kingi w Krościenku nad Dunajcem. Początkowo szlak prowadzi drogą asfaltową wzdłuż Dunajca – to tutaj spływają tratwy wycieczkowe i tu są ładowane na samochody, którymi ruszają w drogę powrotną. Po krótkim spacerze asfaltem trasa skręca w las i łagodnie pnie się pod górę. Potem pojawiają się wygodne schody. Humory dopisywały i bez większych trudności dotarliśmy do Przełęczy Sosnów. Po krótkim spacerku dotarliśmy do szlaku pod Sokolicą. Tutaj po zakupieniu biletów i kolejnych pamiątkowych medali oraz obowiązkowym podbiciu zeszytów wędrówkowych (o pieczątkach więcej przeczytacie TU), rozpoczęliśmy prawdziwie górską wspinaczkę po wysokich kamiennych skałkach, miejscami mocno wyślizganych. Ewelina w asyście taty skakała jak rasowa kozica. Klara mimo tego, że niektóre skalne stopnie sięgały jej do pasa, nie dała się namówić na zawiązanie w chuście. Nasza dwuipółlatka na Sokolice wdrapała się samodzielnie, trzymając mnie za rękę. Tak zdobyliśmy jeden z najpopularniejszych szczytów Pienin i obejrzeliśmy słynną sosenkę liczącą około 500 lat.  Tym razem wróciliśmy tą samą trasą na parking w Krościenku. Zejście było już jednak trudniejsze – Klarę trzeba było znieść, a Ewelinie dużo pomagać, by nie zjechała po kamieniach w dół.

Kolejnego dnia obudził nas deszcz… Po krótkiej naradzie, stanęło na tym, że ponownie jedziemy do Krościenka na Dunajcem.

 

Muzeum Pienińskiego Parku Narodowego – Krościenko nas Dunajcem


Tym razem wybraliśmy się do Muzeum Pienińskiego Parku Narodowego na wystawę przyrodnicza (więcej i muzeum przeczytacie TU). Dziewczynkom najbardziej podobało się poszukiwanie zwierząt ukrytych w eksponowanym lesie oraz zapalanie światełek na wielkiej makiecie Pienin. Z zaciekawieniem śledziły też przebyte dotychczas trasy a my mogliśmy im pokazać te, które jeszcze mieliśmy w planach. Zwykła mapa z zaznaczonymi szlakami nie daje takiego efektu, jak wyskalowana makieta, na której można podświetlić wszystkie punkty, w których się było. Oczywiście w muzeum pani miała mnóstwo pieczątek z flora i fauna Pienin, które tradycyjnie wylądowały w pamiątkowym zeszycie.

 

Szczawnica – Polanica (wyciąg)


Kolejny pochmurny poranek nie napawał optymizmem… Jednak, gdy tylko się rozpogodziło, ruszyliśmy na kolejną wyprawę. Postawiliśmy, że tym razem wjedziemy wyciągiem ze Szczawnicy na Polanicę.  Na szczycie liczyliśmy na zjeżdżalnię grawitacyjna, ale ze względu na opady deszczu była nieczynna. Spotkaliśmy za to ogromnych rozmiarów mrówkę i salamandrę a także rysia i borsuka – zwierzęta zamieszkujące Pieniny.  Posiedzieliśmy trochę na szczycie i zjechaliśmy z powrotem wyciągiem na dół.

Doczekaliśmy się słońca!

 

Szczawnica – Czerwony Klasztor na Słowacji (rowery)


Tym razem zdecydowaliśmy się na zagraniczną wycieczkę rowerową. W Szczawnicy wypożyczyliśmy więc rowery oraz przyczepkę rowerową i wyruszyliśmy na przejażdżkę na Słowację do Czerwonego Klasztoru. To łatwa trasa łatwa z widokiem na Dunajec i spływające nim tratwy, kajaki i pontony.  Dla starszych dzieci polecam także pokusić się o zwiedzanie tej okolicy z perspektywy rzeki. My tym razem się na to nie zdecydowaliśmy ze względu na temperament Klary – nie lubi siedzieć w jednym miejscu. A trzeba pamiętać, że udana wycieczka, to wycieczka dopasowana do najmłodszego… Wierzę, że jeszcze nam się uda. W klasztorze wraz z biletami dostaliśmy ulotkę informacyjną w języku polskim, która przybliża historię tego miejsca. I, choć tylko mały fragment klasztoru udostępniony jest dla zwiedzających, i tak uważam ze warto się tam wybrać. Po zwiedzaniu i odpoczynku wróciliśmy rowerami do Szczawnicy.

Ostatniego dnia byliśmy w Wąwozie Homole

 

Jaworki – Wąwóz Homole – Jaworki (wyciągiem)


Wędrówka do Wąwozu Homole przypomina mi spacer po tatrzańskiej Dolinie Kościelskiej.  Tu też - podobnie jak w Tatrach - szlak prowadzi leśną ścieżką i poprzecinany jest licznymi mostkami. Jednak nasze dziewczyny w większości przypadków wolały pokonywać potok przechodząc po kamieniach. W górnej części wąwozu jest już więcej skałek i kamiennych schodków. Przy górnej stacji wąwozu znajduje się polana z pięknym widokiem. Są też ławeczki na których można usiąść i napawać się górami.  Są punkty gastronomiczne a także – ku mojemu zaskoczeniu – plac zabaw z drabinkami i piaskownicą. Spędziliśmy tam dużo czasu, ale dziewczyny świetnie się bawiły, pogoda dopisała, a nam się nigdzie nie spieszyło. Tym bardziej, że zdecydowaliśmy się wrócić kolejką krzesełkową. Dla starszych dzieci frajdą może okazać się możliwość powrotu na dół na rowerach górskich, które można wypożyczyć na górze i oddać na dole. Może kiedyś i my skorzystamy…

 

 

Tak wyglądał nasz pobyt w Pieninach – w pięknych górach, w których zdobycie szczytu nie wymaga długich i mozolnych wędrówek. Jeżeli więc zastanawiacie się, gdzie ruszyć w góry z małymi dziećmi - ruszajcie w Pieniny!